| Tak blisko do spełnienia marzeń... |
|
|
|
| poniedziałek, 27 kwietnia 2009 21:00 |
Niedziela. 6 rano. 27 osób. Jedziemy na wojnę... wojnę dwóch klubów o to, który z nich będzie bliżej mistrza Polski. Jak ważny jest to mecz dla Legii wiadomo, ale nikt nie wie jak ważny jest to mecz dla nas. Dla wiernych fanów niezwyciężonej Legii. W Warszawie byliśmy tuż przed godz. 11:00. Do meczu jeszcze kilka godzin dlatego zanim dotarliśmy na stadion postanowiliśmy zwiedzić po raz kolejny cmentarz na Powązkach. Zajrzeliśmy też do Muzeum Powstania Warszawskiego. Przejdź do galerii. ![]() ![]() Na Łazienkowską zawitaliśmy jako jedni z pierwszych. Przed meczem spiker wraz z kibicami przywitali nasz Fan Klub gorącymi oklaskami. Wtedy też po raz pierwszy tego dnia poczuliśmy, że niemogło nas tu zabraknąć. Nie w tak ważnym meczu...
Rozpoczął się mecz. Poznaniacy od początku poruszali się niemrawo, jakby nie wiedzieli, gdzie są i w jakim celu zjawili się na Łazienkowskiej. Mieli problemy z wyprowadzeniem piłki, jeden oglądał się na drugiego. Nie było lidera, nikogo, kto rzuciłby sygnał do walki. I to nam się podobało, aż do 10 minuty... Ta chwila była marzeniem!!! Dośrodkowanie Rogera, główka Takesure Chinyama i Gol!!!! Objęliśmy prowadzenie!!!! Jak wspaniale rozśpiewał się cały sektor. Czuliśmy już że 3 pkt. zabierzemy do domu choć to dopiero początek spotkania. W chwilę później jeszcze Chinyama niemal z tego samego miejsca dośrodkował do Rogera, ale piłka leciała minimalnie za wysoko i drugiego gola nie było... oklaski jednak należały się naszym piłkarzom. ![]() Legionistom udawało się z początku wiele. Nie dopuszczali piłkarzy Lecha pod bramkę. Nawet kiedy Lech przegrywał nie ruszył do ataku. Dopiero po 25 minutach gry po raz pierwszy piłkarze Lecha dośrodkowali piłkę w pole karne Janka Muchy. Na szczęście bezskutecznie. Jednak dobra passa Legii zmieniła się w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. Poznaniacy ocknęli się i przestali pozwalać Legii na wszystko. Rozpędzali się, nabierali rytmu i tempa. Jednak nie zagrozili zbytnio do końca połowy naszej Legii. W drugiej połowie Legia nie atakowała. Piłkarze stworzyli niewiele sytuacji. Panem na boisku niestety był Lech. Był konsekwentny w tym, co robił. Iwański z Gizą byli zupełnie niewidoczni. Stracili siły, oddawali piłkę bez walki. Iwański potknął się nawet na piłce... Poznaniacy atakowali coraz groźniej. Niestety potwierdziło się znane przysłowie, iż "Niewykorzystane sytuacje się mszczą". Piłkę podaną głową przez Bosackiego w akrobatyczny sposób wykorzystał Lewandowski i strzelił bramkę w 75 minucie na 1:1. Wielki ból ogarnął nasze serca. Poczuliśmy się zranieni. Rozpoczęła się kolejna bitwa o 3 pkt., której niestety Legioniści nie wykorzystali. Byli zmęczeni już meczem. Wiemy, że dali z siebie wszystko jednak my pragnęliśmy jeszcze bramki... ![]() Mecz zakończył się remisem. Czy ten wynik jest sprawiedliwy? Chyba tak. 3 pkt. były marzeniem, ale 1 pkt. nie jest porażką. Remis nie odebrał nam kibicom wiary w walkę o mistrza Polski. Będziemy Mistrzem Polski!!! Ale dopiero po następnych meczach... ![]() |
| Poprawiony: wtorek, 06 kwietnia 2010 09:02 |













Niedziela. 6 rano. 27 osób. Jedziemy na wojnę... wojnę dwóch klubów o to, który z nich będzie bliżej mistrza Polski. Jak ważny jest to mecz dla Legii wiadomo, ale nikt nie wie jak ważny jest to mecz dla nas. Dla wiernych fanów niezwyciężonej Legii. 










